Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczywistość internetowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczywistość internetowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

Famyly szoł lajf czyli amatorski dom Wielkiego Brata.

Fani cięższego grania kojarzą zapewne pewnego pana, który postanowił odpocząć od scenicznych narkotyczno-alkoholowych ekscesów, uczestnicząc w reality show, w którym on i jego rodzina prezentowali swoje codzienne życie przed kamerami. Mowa rzecz jasna o rodzinie Osborne'ów na czele ze starym, dobrym tatusiem - Ozzym. Nieco młodsi Czytelnicy zapewne pamiętają polski odpowiednik tego show - tu głównym uczestnikiem był rodzimy gwiazdor piosenki różnej, Michał Wiśniewski. Obecnie, z tego co mi wiadomo, bo TV oglądam rzadko, publika znów podgląda życie jakiejś celebryckiej rodzinki zza wielkiej kałuży - rodziny niejakiej Kim Kardashian? Bodajże. Jeśli trafiłem, cieszy mnie to... średnio, bo i tak nie wiem kim jest Kim. ;) Znając życie, jest znana z tego, że jest znana, a to jak wiadomo w świecie "szołbizu" przelicza się na grubiutkie, tłuściutkie, zieloniutkie.A co, jeśli kamery we własnym domu montuje nie jakieś bożyszcze tłumów, a... zwyczajny człowiek? Oj, budzi to kontrowersje, budzi. Przynajmniej od kilku dni.

W czym rzecz? Otóż kilka dni temu usiłowałem rozgryźć pewne zagadnienie związane z bezpieczeństwem sieciowym kamery IP. Rzecz jasna wrodzony masochizm nakazał mi rozpocząć poszukiwania na polskich forach hobbystycznych. Rzecz jasna nie zawiodłem się - informacji nie znalazłem. Natrafiłem natomiast na ciekawą dyskusję, z której wynikało, że pewien poznański biznesmen postanowił zamontować w swoim mieszkaniu wiele kamer, a następnie udostępniać zarejestrowany materiał w Internecie. Na żywo. Wiedziony ciekawością, co właściwie odwalił ten człowiek, trafiłem na jego stronę. I przyznam - doznałem lekkiego szoku.
Okazało się bowiem, że to nie żart - na stronie (zbudowanej bardzo hmm... amatorsko) faktycznie znajduje się obraz z dwunastu kamer rozmieszczonych w większości pomieszczeń mieszkania. Mamy więc kamerkę rejestrującą to, co dzieje się między innymi w przedpokoju, salonie, sypialni (!), a nawet w pokojach dzieci (!!). Poniżej informacja zachęcająca widzów do podsunięcia pomysłu, gdzie zamontować kolejne cztery rejestratory, a także dotycząca tego, że w przygotowaniu jest przekaz z kamery samochodowej oraz... okularów z wbudowanym rejestratorem wideo.
Przewinąłem nieco w dół. Szok się pogłębił. Oto bowiem zobaczyłem zestawienie zawierające imiona, zdjęcia i lata urodzenia członków rodziny - autora strony, jego żony, oraz czwórki dzieci.
Kiedy mówią Wam, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to najpewniej chodzi o kasę, uwierzcie. Wystarczyło przewinąć jeszcze niżej, aby zauważyć... reklamę. Reklamę przedsiębiorstw, należących najpewniej do autora witryny oraz jego żony. Jeszcze niżej adres, telefon kontaktowy i wyrażenie chęci współpracy z mediami, sponsorami... Jest także powiadomienie, jakoby właściciel przedsięwzięcia chciał zorganizować "maraton na milion osób".
Trybiki w głowie zaskoczyły natychmiast. Gość po prostu stworzył stronę, na której udostępniając życie swojej rodziny na żywo, jednocześnie próbuje rozreklamować interes swój ( :) ) oraz żony. Mało tego - próbuje na tym zarobić dodatkowe pieniądze, bo raczej nie chce mi się wierzyć, że ta współpraca z mediami to tak za free, no a umowa ze sponsorem to umowa, z której również wynosi się jakieś korzyści.

I tak się głęboko zastanawiam - co ten gość do jasnej cholery narobił? Ja naprawdę jestem w stanie zrozumieć wiele. Popieram ludzi przedsiębiorczych, cieszę się, kiedy odnoszą sukces - zaradność w prowadzeniu interesów to naprawdę wspaniała cecha. Jeśli facet chciałby sprzedawać w ten sposób swoją prywatność - jego problem. Pytanie, co z dzieciakami? Bo jak na moje oko, to "zaradny" tatuś właśnie zgotował im małe piekiełko, które w przyszłości może stać się pełnoprawnym piekłem. Dzieci jest czworo. Dwójka młodszych - chłopczyk w wieku lat czterech i dwuletnia dziewczynka - na pewno nie rozumieją, co właściwie się tu dzieje. W ich pokojach nie ma zresztą kamer, więc są wyłączone z tego cyrku. Jest jednak dwójka starszych - trzynastoletni chłopak i dziewczynka w wieku lat 9. Te dzieciaki zdają sobie już sprawę z tego, co wymyśliła głowa rodziny. I tak - w ich pokojach kamery są zamontowane. Czy za ich zgodą? Nie wiem. Ale sądząc po ostracyzmie, z jakim pomysł spotkał się w sieci, to ja im zwyczajnie i po ludzku współczuję.

Sprawa jest rozwojowa, mogę obiecać, że wątek będę obserwował, a kiedy sytuacja dotrze do jakiegoś finału stworzę bardziej rozbudowany wpis, próbując przeanalizować, co siedziało w głowach autorów tego przedsięwzięcia. Tymczasem zachęcam do dyskusji i wyrażania własnych opinii w temacie.

środa, 2 września 2015

" Zuchwalco światowy! Jakież przedsięwzięcie wiedzie cię tutaj?" albo piekiełko polskich forów hobbystycznych.

Czemu część tytułu dzisiejszego posta zapożyczyłem z klasyki polskiej literatury, konkretnie z "Popiołów" Żeromskiego? Jeśli ktoś czytał tę powieść, zapamiętał zapewne, w którym momencie one padają - otóż dzieje się to w chwili wstępowania głównego bohatera do loży masońskiej. Postąpiłem tak nieprzypadkowo. Temat, o którym chciałbym wspomnieć to... polskie fora hobbystyczne. "No ale zara, czekaj, moment! Zaczynasz o masonach, kończysz o hobbystach, o co chodzi?" - powiecie. Już wyjaśniam - wstąpienie w szeregi masonerii jest tak samo "proste", jak uzyskanie jakiejkolwiek informacji na typowym polskim forum tematycznym - da się, ale gwarancji sukcesu nie ma. O ile wolnomularzom skrywanie swoich tajemnic nakazuje wieloletnia tradycja, to jeszcze nigdy, rejestrując się na jakimkolwiek forum nie byłem zobowiązany do składania przysiąg na swój honor, za świadka biorąc braci, siostry i Świata Całego Budownika, że tajemnic mi powierzonych nie wyjawię nikomu. Ani ja, ani najpewniej żaden z pozostałych userów. A jednak wrażenie można odnieść zupełnie inne...

 Wyobraźmy sobie drogi czytelniku, że masz jakieś mniej lub bardziej nietypowe hobby. Nie, nie takie, jakie miał słynny pan Grey, bohater pewnego popularnego ostatnio czytadła (chociaż jeśli takie masz - nic co ludzkie nie jest mi obce... :) ). Interesujesz się tym tematem w bardzo dużym stopniu - czytasz fachową literaturę, oglądasz efekty pracy innych i oczywiście sam praktykujesz. Nabierasz wprawy, ale przede wszystkim czerpiesz z tego radochę - taka bowiem jest rola hobby - ma nieść przede wszystkim radość. Nagle pojawia się jakiś problem. Dowolny, być może niewielki, ale wkurzający. Literatura milczy, wujek Google doznał zapętlenia (jakiego - o tym za chwilę), mówiąc krótko - kaplica. Znajdujesz więc forum tematyczne. Sprawia wrażenie elitarnego (często ma to w nazwie - pieprzyć skromność, nie?) - dostęp do jego zasobów uzyskasz tylko po rejestracji. Rejestrujesz się, przeszukujesz forum. Nic nie znalazłeś. Zdajesz więc pytanie... No toś wpadł bratku, oj wpadł żeś po uszy... Oto co najpewniej otrzymasz:

"No witaj... jak widzę kolejny amator nie potrafi poradzić sobie z problemem prostym jak budowa Wielkiego Zderzacza Hadronów... Pamiętaj, że nasze W CHUJ ELITARNE podkreślam - E-LI-TAR-NE forum posiada taką opcję jak SZUKAJ. Korzystałeś? Temat był wałkowany setki tysięcy razy. Pytając wyrażasz skrajną postawę roszczeniową, jak to zresztą dzisiejsza młodzież - tylko im daj i daj! [szybkie zerknięcie w profil odpowiadającego - jest o rok starszy od Ciebie] Temat uważam za zakończony - po prostu poszukaj sobie odpowiedzi, bo dam sobie uciąć rękę i dorzucam półtorej nogi, że Twój problem był poruszany kwadrylion razy... Nie pozdrawiam, Kozak Nad Kozaki Ultraspecjalista w randze Supermistrza, Santo Subito Jego Eminencja Moderator Seba97 P.S. Ech, amatorzy, amatorzy..."

W tym momencie szlag Cię jasny trafił. Przecież szukałeś! Szukałeś przez dwa dni. Nie znalazłeś nic. A, przepraszam! Znalazłeś wpis podobnego Tobie biedaczyska, któremu okazano więcej łaski - podano mu link do dyskusji składającej się ze 140 podstron. Zaczętej w okolicach roku, w którym wchodziłeś jeszcze na stojąco pod szafę, a trwającej do dziś. Najpewniej toczy się tam tzw. gównoburza, w której starzy użytkownicy mierzą wzajemnie swoje wirtualne penisy tworząc wpisy o objętości rozprawy doktorskiej, w których rozwodzą się nad wyższością np. modelu jednego przyrządu nad jego nowszą/starszą wersją. Gdzieś tam powinna być odpowiedź na Twoje pytanie. "Gdzie? No... gdzieś tam! Spływaj kopać w szambie. Roszczeniowcu paskudny -.-".
 Tymczasem, chociaż padła taka groźba, Twoje pytanie nadal wisi. I nawet pojawiła się tam odpowiedź:

"Hehehehe, Seba97 ma rację, jak zawsze. Ech Seba, stary wyjadaczu, kiedy to obiecane piwko? No ale mniejsza... Mówisz, że masz problem? Dziwisz się? Używasz niewłaściwego sprzętu! Używanie go grozi śmiercią, trwałym kalectwem oraz wadami genetycznymi u Twojego przyszłego potomstwa. Nie wiem, jak można być tak głupim... Pokażę ten temat Pszemkowi88, złapie się za głowę hehe. Jeszcze raz racja Seba! Amatorzy to tacy kretyni..."

I teraz ważna sprawa - dostałeś informację, że nie używasz właściwego sprzętu. Zostałeś też nazwany już kilka razy amatorem Co to właściwie oznacza pojęcie "właściwy sprzęt" i kim nie jest "amator" na przeciętnym polskim forum tematycznym?

a) Na forum fotograficznym amatorem nie jest wyłącznie fotograf(IK!!!) z dziada pradziada, robiący doskonałe zdjęcia zaraz po otrząśnięciu się z wód płodowych. Studia artystyczne w Paryżu to była tylko formalność. Właściciel PROFESJONALNEGO studia fotograficznego, nie wyrabiający się wprost ze zleceniami, z szeregiem nagród i wyróżnień na wszelkich konkursach. Profesjonalista posługuje się TYLKO Hasselbladem H5D-50c za około 20 tysięcy ojro. Na forum fotograficznym KAŻDY jest takim zawodowcem. Każdy tylko nie Ty, amatorze.

b) Na forum sportowym amatorem nie jest ktoś, kto ma przynajmniej dwóch olimpijczyków w rodzinie. Odzywać się masz tam prawo wyłącznie jeśli posiadasz tytuł przynajmniej mistrza Polski. Profesjonalista rusza uprawiać sport w komplecie akcesoriów godnych astronauty - konieczny jest miernik tętna, prędkości, wysokości, pochylenia terenu, ciśnienia krwi, powietrza wdychanego i wydychanego oraz atmosferycznego, temperatury ciała, różnicy temperatury pomiędzy lewym i prawym półdupkiem, stężenia cukru we krwi, częstotliwości oddechu. A to ledwo początek, bo potrzeba jeszcze kosmicznej odzieży inteligentnej (gacie, które kończyły Oxford z wyróżnieniem to norma), która dopasowuje się do każdej sylwetki i wykonana jest z materiałów używanych przy produkcji myśliwców naddźwiękowych. Koniecznie z olbrzymim logo producenta - z przodu ("Ooo, nadciąga profesjonalista, czas złożyć pokłon profani!") i z tyłu ("Aaale poszedł! Szacunek i podziw dla mistrza!"). I buty! Najważniejsze! Buty które praktycznie same chodzą - z autopilotem, amortyzacją, GPS/GLONASS, systemem identyfikacji "swój-obcy", dopalaczem, automatycznym chłodzeniem stopy, systemem "AntySztync 2015", wagą... Profesjonalista wie, że nie wyniki są najważniejsze, a przyjemność z uprawiania sportu. Amatorzy tego nie zrozumieją. A Ty jesteś amatorem. I dopóki sobie tego wszystkiego nie kupisz, będziesz nim. Albo padniesz na zawał, udar mózgu i raka ptaka na raz, pięć minut po rozpoczęciu rozgrzewki.

c) Na forum miłośników szycia profechą jest gość o nicku w stylu ŁucznikDominator. Szyje dla największych projektantów, którzy leją się po mordach pod windą w jego bloku, bo przecież każdy chce być pierwszy. ŁucznikDominator dawno nie używa już do szycia maszyny - robi to tradycyjnie - igłą ze stali z domieszką gruntu marsjańskiego i nicią pająka występującego tylko w centrum centrum centrum centralnej części centrum Puszczy Amazońskiej. Osobiście lata na Marsa po składniki do igły i szuka z narażeniem życia tego pająka. Ty amatorze tak nie umiesz. I nigdy nie będziesz umiał. Bo jesteś amatorem.

d) O forach komputerowych nawet nie wspominam. Słynne, niemal święte dla wielu pseudoinformatyków stwierdzenie "U mnie działa" jest ich hasłem flagowym. Każdy sprzęt, jaki kupisz będzie niewłaściwy, bo przecież wydałeś 200 zł i dostałeś dziadostwo. Gdybyś poczekał dwa lata i dołożył 2500 zł, miałbyś to co jedna z ważniejszych figur na forum - sprzęt z certyfikatem NASA, funkcją obierania cebuli, parzenia kawy, oparty na dwudziestordzeniowym procesorze, a wszystko to zasilane zasilaczem do spawarki i chłodzone specjalnym systemem zapewniającym temperaturę zera absolutnego. A w dodatku z niebieskimi diodami na obudowie.

Wspominałem wcześniej, że podczas szukania niektórych specjalistycznych informacji Google może się zapętlić. Co to oznacza? Bardzo często użytkownicy forów tematycznych jako poradę stosują słynne określenie "Google nie gryzie". A co jeśli forum na którym się udzielają jest jednym z największych? I większość wyników z Google prowadzi... do tego właśnie forum? Właśnie do tematów, w których ktoś opisywał konkretny problem, ale dostał odpowiedź, aby poszukał w Google. Taka mała sieciowa paranoja.

Rozwiązania więc nie znalazłeś. Mało tego - zapewne wkurzono Cię, a kto wie? Może nawet i podcięto Ci skrzydła. Poczułeś się gorszy. Mam radę - miej to w dupie. Naprawdę. Jako pasjonat dopuszczaj do siebie wyłącznie konstruktywną krytykę. Tylko taka rozwija. Fora traktuj jako ciekawostkę, a nie jako niepodważalne źródło wiedzy. Opieraj się na fachowej literaturze, czy poradach bardziej doświadczonych, nie anonimowych pasjonatów - uwierz, oni nie są zadufani w sobie i na pewno nie zganią Cię za to, że chcesz podążać ich ścieżką. Nie boją się konkurencji, bo ludzie dobrzy w swoim fachu konkurencji bać się nie muszą - są zwykle jakością i marką samą w sobie, a ta - sama się obroni. I mają dystans, bo sami dobrze pamiętają, jak wyglądały ich początki. Doskonały przykład - znany w Polsce mistrz fotografii lotniczej Sławomir "Hesja" Krajniewski opublikował na swojej stronie (pod wyróżnionym tekstem link do miejsca, o którym mówię) kompletny poradnik jak fotografować na pokazach Air Show w Radomiu. Tak po prostu. Za darmo. Kompletny poradnik ze szczegółami bardzo ważnymi dla pasjonatów. Na tym właśnie polega mistrzostwo. Na forach o takie rzeczy ciężko. Czemu? Uwierz na słowo - moderowałem kilka forów w życiu. Wielu z tych ultraspeców od wszystkiego, wciskających szpilę gdzie się da to... mitomani budujący w swoich opowieściach wirtualne światy pełne niebosiężnych sukcesów. Spora część to wszelkiego rodzaju frustraci, źli na cały świat, zdający sobie sprawę z tego, że czas mija, a określoną pasją zajmują się coraz młodsze roczniki. Nie od dziś wiadomo, że anonimowość Internetu przyciąga różnych ludzi. Działaj dalej, a fora dla specjalistów zostaw "specjalistom". Niech nadal bawią się w kółeczka wzajemnej adoracji/nienawiści. Ich cyrk, ich małpy. :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Wioskowy Głupek v.2.0, czyli rodowód hejtera.

Jakiś czas temu polską sieć obiegła informacja o tym, że pewien nastolatek z Bieżunia (woj. mazowieckie) popełnił samobójstwo. Według doniesień, miał on dokonać tego czynu pod wpływem fali hejtu skierowanej przeciwko niemu. Fali, która nie ustała nawet po jego tragicznej śmierci, ba! Przybrała nawet na sile. Ledwie sprawa przycichła, pojawił się kolejny przypadek - umiera 26-letnia blogerka. Śmierć z przyczyn naturalnych, sprawa bardzo przykra, bo zawsze przykro się robi, kiedy okazuje się, że Wielka Anorektyczka upomniała się o kolejne młode istnienie. I znów - portale społecznościowe zalewa fala nienawiści przeciwko tej dziewczynie. Chwila zastanowienia - co do jasnej cholery się dzieje? Kim są ludzie, którzy potrafią cieszyć się cudzą śmiercią? Kim są ludzie, którzy tej śmierci życzą i właściwie swoje życzenie zamieniają w czyn? O tym właśnie będzie dzisiejszy post.

Trucizna podawana domózgowo

Jeśli ktoś czyta mojego bloga, może zauważyć, że dość często walczę tu z mitem "lepszości" dawnych czasów. Uważam, że pewne zjawiska występowały, występują i występować będą. Zmieniają się jedynie formy i narzędzia, jednak "rdzeń" zawsze pozostaje niezmieniony. Nie inaczej jest z nienawiścią, bo ona istniała jak świat światem i - czy tego chcemy, czy nie - istnieć będzie. Problem polega na tym, że skrajna nienawiść dotyka coraz młodszych ludzi i dotyka ich zarówno ze strony czynnej (są sprawcami) jak i biernej (są ofiarami). Czy jest to nowość? Po głębszym zastanowieniu się można stwierdzić, że... nie.
Jak wiemy z historii, praktycznie każdy system totalitarny, mówiąc współczesnym językiem, stawiał na rozwój młodzieży. Komuniści mieli służbę pionierską, naziści - Hitlerjugend, faszyści - ONB. Młode umysły najłatwiej przecież nasycić ideą, a dzięki temu wychować dorosłych głosicieli tej idei. Nośnikami była propaganda - książki, ulotki, przemówienia, cała otoczka związana z wciskaniem przekonania, że to co robimy jest słuszne. Dziś co prawda, żyjemy w kraju (teoretycznie - praktyka jest zupełnie inna) wolnym od jakichś skrajnych ideologii, młodzież nadal jednak posiada to, co posiadała od zawsze - plastyczne i chłonne umysły. I tak samo jak kiedyś, dziś bardzo łatwo sprzedać młodym ludziom ideę, choćby była to idea najgłupsza.
Jak? W bardzo prosty sposób - przez Internet. Prosto do młodych mózgów, gotowych na przyjęcie wszystkiego, pozbawionych naturalnych, wynikających z dojrzałości filtrów niedorzeczności oraz chętnych na to, na co chętna jest większość dojrzewających umysłów - na poczucie przynależności do grupy. Inna sprawa, jeśli sprzedawane w ten sposób poglądy mają chociaż w teorii jakiś sens (np. poglądy polityczne) - z niektórymi zgodzić się nie sposób, ale jeśli jakiś polityk obiecuje utopię, to stara się przynajmniej nadać swojej wypowiedzi pozory sensu, na zasadzie "trzeba zrobić to, to i tamto, a będzie tak i tak". Jedni to połkną, inni nie, ale generalnie trzyma się to kupy. Gorzej, jeśli w umysły pompowana jest totalna i szkodliwa bzdura, wzięta z d...alekich zakątków kosmosu. Pompowana przez... Wioskowego Głupka w najnowszej dostępnej wersji użytkowej.

Wioskowy Głupek v. 2.0

W dawnych czasach w większości wsi obok proboszcza, sołtysa i bogatego ziemianina istniała inna ważna funkcja - wioskowego głupka. Kim był ów człowiek? Ano takim sobie wesołkiem, co to do roboty w polu niedzielne ubranie założył, klepisko w izbie rozkopał, co by skarbów pod chałupą szukać, a jak mu w karczmie gorzałki dali, to i dziewuchom kiecki podrywał, piejąc ze śmiechu i po udach się klepiąc, na obrazę niebiosom i na wstyd srogi ludziom. Kiedy wioskowy głupek miał gorszy humor, to i uważać trza było, bo w rowie z gołą dupą siadywał, naród krześcijański słowem ohydnym znieważał, do studni sąsiadowi napaskudził, a i kamień z przyzby porwać mógł i szyby przez ślkarza miastowego wstawiane za grosz niemały, pobić na kawałki. Jeśli taki delikwent przesadził, ówczesne rozwiązanie było proste - kowal wraz z grupką krzepkich chłopów wprowadzał tłumaczenie ręczne, czyli mówiąc krótko dawał w pysk, ale niezbyt mocno, bo i tak każdy zdawał sobie sprawę, że choć on szkodnik, to swój. Czasem, kiedy go pod karczmą pytali "Wacuś, chodź ino tu i powiedz, jak byś babę miał, take jak trza, ale o! Długie paluchy by miała, jak karczmarzowa Marynia, to chciałbyś take babe?" odpowiadał "Łoj co bym miał nie chcieć? Ino takich nie lubię, co paluchy długie mają, to bym ją w komorze zamykał i batem przez plecy raz i drugi, jak sołtys kobyłe, bo ja bym wtedy był wielki pan! I kobyłke bym miał, i kapelusz..." Ot, powiedział głupi głupotę i ta głupota zostawała w jego otoczeniu, bo taki gość rzadko kiedy opuszczał miejsce swojego zamieszkania, tak więc nie miał zbyt wielu szans, aby spotkać podobnych sobie, ani aby podzielić się z szerszym audytorium swoimi zwichrowanymi poglądami.
Czasy się zmieniły. Do wsi takie śnury pociągnęli, jaśnie pan jenzinier mówili, że w nich jakowyś prund, co to niby chłopa ubić może, ale i maszyną rucha jako żywą, a i w chałupie jasno jak w południe, choć północek. Dziwy panie! Mijały lata, świat się zmieniał, ale instytucja wioskowego głupka pozostała. Zmieniła się nawet nazwa, bo głupek zamieszkał w mieście, kupił sobie komputer, zainstalował łącze internetowe... Z pozoru normalny gość, ale... "gen głupoty" po poprzednikach wreszcie doszedł do głosu. Obudził się taki któregoś dnia, dowiedział się o czyjejś śmierci, w odmętach swojego pustego łba uznał to za śmieszne. Kiedy jego pradziad śmiał się na pogrzebie sąsiadki i pod karczmą gadał o obijaniu batem dziewuch z długimi palcami, każdy pokazał kółko obok głowy lub załamał ręce. A dziś? Dziś wystarczy napisać i... czekać na reakcję internetowych wioskowo-miejskich głupków. Odpowiedzą na pewno. Pomogą w powielaniu idiotycznego zachowania, uznając je za wyjątkowo zabawne i jednocząc się z pomysłodawcą. Do nich dołączy dzieciarnia, która dawniej za wioskowym głupkiem podążała grupą i dla śmiechu będzie popierała i rozpowszechniała idiotyzmy dalej. Efekt znamy wszyscy - nawet skrajnie inteligentna jednostka nie ma szans z grupą atakujących idiotów. Istnieje w łacinie takie powiedzenie - "nec Hercules contra plures". Po naszemu - "i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa".

"A gdzie byli rodzice?"

Wiemy już kto nakręca internetowy hejt - liczba ludzi go tworzących tak naprawdę jest niewielka. To właśnie te "wioskowe głupki" - kiedyś bzdurzące pod karczmą, dziś online. Jednak ich praca przy sianiu zwykłej nienawiści skończyłaby się fiaskiem, gdyby nie rozpowszechniający ją dalej. Kto to jest? Ano banda dzieciaków i - delikatnie mówiąc - średnio rozgarniętej młodzieży. Od dawnych czasów właściwie niewiele się zmieniło. Tak jak za Wacusiem-głupkiem podążała grupka roześmianych dzieciaków, tak i dziś Wacuś_łysy_88 znajdzie spore grono fanów. Fanów, którzy być może w głębi ducha nie popierają jego wizji, ale skoro "dzieje się", to dla rozrywki można do tego dołączyć. Tyle, że kiedy "analogowy" Wacuś przesadzał i zachowanie śmieszne zmieniało się w gorszące czy niebezpieczne, mądrzy rodzice zwyczajnie zaczynali izolować swoje dzieci od takiego typa. Z Wacusiem cyfrowym jest ten problem, że nie zawsze można. Choć, rzecz jasna da się i wcale nie jest to takie trudne.
Pytanie o to, gdzie byli rodzice, kiedy powstawały komentarze skierowane przeciwko nastolatkowi czy zmarłej blogerce, pojawiało się wyjątkowo często. A ja znam na nie odpowiedź. Rodzice byli... w drugim pokoju. Po raz kolejny powtórzę, że ani temu chłopakowi, ani rodzinie nieżyjącej blogerki, ani nikomu innemu, kto poniósł szkody przez sieciowy hejt, nie zaszkodził internet. Zaszkodzili wyłącznie fizyczni ludzie, którzy posłużyli się siecią jako narzędziem. Ludzie, którzy przez nikogo nie kontrolowani wylewali wiadra pomyj w stronę niewinnych ludzi. W większości właśnie dzieciarnia, inspirowana głosem być może starszych, ale na pewno głupszych. Tradycyjnie zabrakło więc kontroli rodziców. I - tradycyjnie - cholernie mnie to dziwi. Żyjemy w XXI wieku. Internauta to już dawno nie jest pryszczaty komputerowy nerd w okularach jak denka od flaszek i we flanelowej koszuli w kratę, a zwyczajny człowiek. Internauta to przeciętny człowiek, który nie musi już zaglądać "pod maskę" systemu informatycznego, aby zeń korzystać sprawnie - jest zwyczajnym użytkownikiem. Internauci to... w ogromnej ilości przypadków rodzice dzieciaków siejących hejt, ba! Ludzie, którzy być może byli pierwszymi trollami w polskim usenecie i na powstających w ich czasach forach. To niejednokrotnie "budowniczowie" miejsc w sieci, które dziś wszyscy znają. Nie rozumiem więc, czemu marginalizują internet jako miejsce, gdzie ich dzieciak może narobić sobie i komuś problemów? Przecież doskonale wiedzą, jakie zagrożenia on niesie. Może wystarczy z dzieckiem... uwaga, uwaga, bo jedzie rolwaga - POGADAĆ? Nie, nie według nowoczesnych podręczników znanych i uznanych psychologów zza wielkiej kałuży, nie według rad oświeconych, anonimowych mamuś z przeróżnych dziwnych forów, nie z myślą w głowie "mam dziecko, ale w sumie nie mam pojęcia jak je obsługiwać", a po ludzku, po rodzicielsku, normalnie. Rozmawiać to nie tylko mówić. To także słuchać. Choćby po to, aby wychwycić określenia charakterystyczne dla niektórych miejsc w sieci, które dla dziecka nie są odpowiednie. Jeśli się ich nie rozumie (nic w tym dziwnego - sieciowa mowa zmienia się jak w kalejdoskopie - kilka lat dla języka internetu to jak dla języka literackiego cała wielka epoka), to sprawdzić. Wujek G. nie gryzie. Słuchać też po to, aby usłyszeć wołanie o pomoc, bo jeśli dziecko nie jest sprawcą sieciowej przemocy, zawsze może być jej ofiarą. Ale przede wszystkim uświadamiać dziecko, że sieć nie jest miejscem anonimowym, każde wykroczenie czy przestępstwo w niej popełnione naprawdę nie jest trudne do wykrycia, a sprawca do ustalenia. Wszystko zależy wyłącznie od woli tych, którym mogłoby na tym zależeć. Być może taka rozmowa i odpowiedni nadzór doprowadzi do tego, że za kolejnym wioskowym przygłupem nie pójdą tłumy i nie stanie się kolejna tragedia.



wtorek, 9 grudnia 2014

Jestę alternatywny, czyly fejsbók jezd gópi (?)

Serwisy społecznościowe właściwie od początku swojego istnienia budziły kontrowersje. Wiele mądrych głów z zakresu psychologii oraz socjologii zastanawiało się, co właściwie przyciąga ludzi do takich miejsc w Internecie. Jedni twierdzili, że to naturalne - człowiek jest zwierzęciem stadnym, więc dąży do socjalizacji. Drudzy z kolei stwierdzali, że popularność portali społecznościowych to znak czasów, a więc moda na powszechny ekshibicjonizm. Byli tacy, którzy od razu stawali się fanami takich miejsc, są w końcu i tacy, którzy za żadne skarby świata nie chcą mieć tam konta. Mój dzisiejszy wpis skupi się właśnie na tych ostatnich. Chciałbym skupić się na argumentach podnoszonych przez przeciwników "społecznościówek", przeanalizować je i... po raz kolejny stać się advocatus diavoli, a więc spróbować je obalić. Zanim jednak to zrobię, przedstawię swoje stanowisko. A będzie ono zawierało się w jednym, jedynym zdaniu: "Nie ma rzeczy złych, są tylko rzeczy niewłaściwie wykorzystane". Poniższe opinie dotyczą w głównej mierze najpopularniejszego social medium, a więc Facebooka, jednak argumenty stosowane są przeciwko innym, mniej popularnym serwisom.

1) "Nie lubię portali społecznościowych, bo ludzie wrzucają tam idiotyczne treści i uprawiają psychiczny, a często i fizyczny ekshibicjonizm"

Zauważ drogi przeciwniku, że zasada działania większości serwisów społecznościowych opiera się na przeniesieniu w świat wirtualny powiązań ze świata realnego. Mówiąc wprost - to nie serwis sam z siebie generuje treść, generują go jego użytkownicy. Zawartość, jaką Ty oglądasz, jest tworzona przez... Twoich znajomych, rodzinę i przyjaciół. Konto na FB posiadam od kilku dobrych lat. Ani razu nie spotkałem się z treściami, o których wspomina ten argument. Nie widziałem gołej dupy koleżanki, nie zauważyłem, aby ktoś z mojej rodziny rzygał pod stół na imprezie, podobnie żaden kolega, kuzyn, kuzynka czy ktokolwiek z moich znajomych nie pozował też przy nowym samochodzie z miną "co hołoto? A wy nadal pełnoletnią Corsą 1.2 w gazie?". Dziwne, nieprawdaż? Ano wcale nie dziwne. Może ja po prostu mam normalną rodzinę, znajomych i przyjaciół? Jeśli Ty drogi przeciwniku obawiasz się, że zobaczysz coś takiego, nie mów że to np. Facebook jest zły. Uświadom sobie, że coś nie tak jest z ludźmi, których znasz. To oni mają kompleksy, to oni cierpią na brak atencji i to oni będą taką treść umieszczać. Nie są tacy na co dzień, a na FB wstępuje w nich diabeł? Nic w nikogo nie wstępuje - albo słabo ich znasz, albo zbytnio idealizujesz.

2) "Portale społecznościowe to złodzieje czasu! Ludzie od nich się uzależniają i zamiast robić coś kreatywnego, przesiadują tam godzinami"

Człowiek to takie dziwne stworzenie, które jest w stanie uzależnić się od WSZYSTKIEGO. Uzależnia alkohol, robią to narkotyki, seks, internet, szybka jazda, jedzenie... Mógłbym wymieniać do jutra. Nie oznacza to jednak, że sam fakt istnienia tych rzeczy to zło wcielone. Czy fakt istnienia alkoholu powoduje, że każdy stanie się alkoholikiem? Nie. Czy to, że na czarnym rynku znajdziemy dowolny narkotyk, powoduje że staniemy się ćpunami? Nie. Czy w końcu fakt, że społecznościówki istnieją, powoduje że każdy internauta wcześniej czy później uzależni się od nich? Oczywiście, że nie. Aby wystąpiło uzależnienie od czegokolwiek, potrzeba wielu nakładających się na siebie czynników. Czynników, które działają zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz uzależnionego. W grę mogą wchodzić również zaburzenia osobowości, a to kolejna iskra na proch nałogu. Paracelsus napisał, że wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną - to dawka czyni truciznę. Ale dawkę ustalamy MY. Samo istnienie dawkowanej substancji nie jest powodem uzależnień.

3) Portale społecznościowe zniszczyły niejednemu życie.

Po raz kolejny argument, który niejako nadaje cechy ludzkie programowi. Bo czym innym jest taki FB jeśli nie aplikacją internetową, serwisem budowanym przez ludzi i obsługiwanym przez ludzi? Skoro portal społecznościowy zniszczył komuś życie, to jeśli ktoś ulegnie śmiertelnemu wypadkowi na drodze, czemu do więzienia trafia kierowca? Przecież to samochód bezpośrednio uderzył i zabił. Ano dlatego zapuszkowano kierowcę, bo samochód jest jedynie bezwolną maszyną. Bez woli kierowcy nie poruszy się ani o centymetr, również nikogo nie zabije. Identycznie jest z FB - to tylko bezwolny serwis. Jeśli kogoś przy jego pomocy oczerniono czy skompromitowano, to zrobiono to tylko i wyłącznie przy jego pomocy. Ale zrobili to ludzie, wrogowie danej osoby. Ktoś powie, że gdyby ofiara i sprawcy nie mieliby tam konta, do sprawy by nie doszło. Oczywiście, że by doszło. Tyle, że w inny sposób. Popatrzymy - aby komuś zaszkodzić, wcale nie potrzeba portali społecznościowych. Wystarczy to, co mamy w siebie "fabrycznie wbudowane" - mózg i usta. To wystarczy, aby np. rozpuścić plotkę, postawić kogoś w złym świetle, a idąc tą drogą - zniszczyć lub uprzykrzyć mu życie. Jeśli komuś bardzo zależy, aby trafić w swoją ofiarę, zrobi to bardzo skutecznie, nie dotykając nawet małym palcem nie tylko klawiatury komputera, ale jakiegokolwiek urządzenia elektronicznego.
Podobnie z innymi przejawami rzekomego złego wpływu takich portali. Ot, choćby zdrady. Prosta historia - było sobie małżeństwo, on albo ona założyli konto na "społecznościówce", odzyskali kontakt ze swoją starą miłością sprzed lat, BUCH! Zdrada! Kto winny? Nie on, bo przespał się z tą kobietą. Nie ona, bo poszła do łóżka z tym gościem. Winny portal społecznościowy! W kajdany i pod sąd... Pytanie, czy do zdrady doszło by, gdyby nie FB? Oczywiście. Zdrada to głębszy problem z punktu widzenia psychologii, nie będziemy go w tym momencie rozbierać na czynniki pierwsze (może kiedyś poświęcę temu wpis i coś tam sobie rozbierzemy :) ), jednak po raz kolejny wina leży po stronie człowieka i jego psychiki. Serwis to tylko narzędzie do wykonania tego, co jeden wykona bez problemu, drugi zaś nie wykona wcale. Zwalając winę na portal, musimy także zgodzić się z argumentacją, że każda gospodyni domowa to potencjalna morderczyni, w końcu w każdej kuchni ma do dyspozycji przynajmniej kilka porządnych noży.

4) Portale społecznościowe niszczą kontakty międzyludzkie. Rozmowa online to nie to samo, co rozmowa na żywo. Ludzie wolą rozmawiać przez sieć, niż robić to w "realu".

Problem tak stary, jak komunikacja na odległość. Podobnie mówiono o liście, bo historia zna przykłady ludzi, którzy wysyłali ich przez całe życie tysiące, przy czym często ich odbiorcę na żywo widzieli zaledwie kilka razy w życiu, to samo mówiono też o telefonie. Nikomu nie jest przecież obcy widok znany choćby z filmów, często i z życia - nastolatka "wisząca na słuchawce" i rozmawiająca z przyjaciółką o totalnych pierdołach. Grzmiano w ten sposób także o mailu. Teraz dostają po głowie portale społecznościowe. A jednak te kontakty nie umarły, ludzie nadal spotykają się na żywo, rozmawiają na żywo, ba! Nawet łączą się w pary, zakładają rodziny, mają dzieci... Pamiętajmy, że rozmowa online i rozmowa w cztery oczy to dwa zupełnie różne typy komunikacji z charakterystycznymi dla siebie cechami. Rozmawiając w cztery oczy bardzo często ciężko jest się zupełnie otworzyć przed kimś, choćby znało się go latami. Jednocześnie rozmawiając online ciężko ukazać jest określone emocje. Są tematy, które można poruszyć online, są i takie, których poruszyć w ten sposób się nie da. Podobnie jak podczas rozmowy "in real". Żaden z tych typów rozmów nie jest lepszy od drugiego, dopóki rozmówcy godzą się na określoną formę i są z niej zadowoleni.

Powyżej przedstawiłem cztery, najczęściej spotykane argumenty. Zgadzacie się z nimi? Nie? Zapraszam do dyskusji i komentowania. A wpis będzie dostępny tradycyjnie również w Świątyni Zła i Głupoty - na Facebooku :)







piątek, 1 lutego 2013

Po szóste: fora i ich fauna, czyli przegląd kretynów sieciowych.

Na forach i w grupach dyskusyjnych udzielam się od paru dobrych lat. Każde z tych miejsc dotyczy moich zainteresowań. Są to więc fora o tematyce lotniczej, fotograficznej, historycznej czy też dotyczącej zjawisk paranormalnych. Mówi się, że największym problemem sieci jest dzieciarnia. I jest to prawda. To nie Internet psuje dzieci. To dzieci psują Internet. Problem jest jednak szerszy - dziecko bowiem to nie wiek, a stan umysłu. Czasy zwykłych trolli już minęły. Obecnie uprzykrzaniem życia normalnych userów zajmują się wyspecjalizowane gatunki internetowych napinaczy. W dzisiejszym wpisie pozwolę sobie na przeanalizowanie większości przypadków, z którymi zetknąłem się jako moderator jednego z największych polskich forów. Walki z nimi bywały ciężkie. Gdyby spełniły się wszystkie groźby tych dziwnych ludzi, to trupem powinienem być przynajmniej kilkanaście razy. Pod każdym opisem zamieszczam wypowiedź przedstawiciela grupy. Prawdziwą i powodującą nieraz płacz nad głupotą jej autora, a czasem po prostu ból brzucha. Ze śmiechu. Zaczynamy więc:

1) Fanboj. Używasz aparatu marki Canon, Nikon, Sony, Fuji czy jakiejkolwiek innej? Gówno wiesz o fotografii. Nie pokazuj nigdzie swoich zdjęć, bo to dziadostwo i marnowanie miejsca na serwerach. A najlepiej, to weź się człowieku powieś, bo zabierasz powietrze ludziom, dla których fotografia to pasja i cel w życiu. Chyba, że...Chyba, że kupisz aparat tej marki, którą fanboj uważa za jedyną słuszną. Wtedy nawet najgorszy gniot stanie się dziełem sztuki, a każdy będzie Ci się kłaniał w pas. No właśnie! Pas! A raczej pasek na szyję musisz mieć największy z tych, które mieli w sklepie. I koniecznie musi być na nim oczojebne logo marki. Wszyscy muszą widzieć, jaki z Ciebie pro photographer. Pamiętaj! Nie musisz umieć robić zdjęć. Musisz za to umieć mieć aparat. Bo posiadanie aparatu to sztuka. Podkreślaj jego niezawodność. Jakiemuś użytkownikowi marki X urwało się mocowanie paska? Norma. Przecież jego aparat to gówno, a on pewnie nie umie robić zdjęć. Ty za to opowiedz, jak po Twoim aparacie firmy Y przejechał ładowny pociąg towarowy, zrzuciłeś go z dziesiątego piętra na beton, a potem podpaliłeś, a on nie ma nawet ryski. Prowokuj też dyskusje wyższości jednej marki nad drugą. Kiedy zostaniesz poproszony o zdjęcia, za Chiny ich nie pokazuj i skwituj "Nie mam takiego obowiązku, jeszcze skopiujesz i wykorzystasz sam. Złodzieju. Bo wszyscy Canonierzy, Nikoniarze itp. to pijaki. I złodzieje, bo każdy pijak to złodziej".

Wypowiedź fanboja:
"Ale o czym ty do mnie mówisz chłopczyku? Hasel*...coś tam? Co to za gówno? Pewnie jakiś chiński no name hehehehe"

*Hasselblad - firma produkująca jedne z najdroższych i najlepszych lustrzanek cyfrowych. Aparaty do zastosowań profesjonalnych, o rozdzielczościach matryc sięgających kilkudziesięciu megapikseli.

2)  Daj. Daj to specyficzny gość, przesycony postawą roszczeniową. Plaga większości forów technicznych z działami dotyczącymi rozwiązywania problemów. Sposób działania Daja jest genialny w swojej prostocie. Otóż człowiek ten zakłada temat, w którym ŻĄDA. Żąda udzielenia mu pomocy i liczy, że inni użytkownicy posiedli dar czytania w myślach. Dlaczego? Ano dlatego, że opis problemu jest enigmatyczny. Urządzenie/program/funkcja "nie działa" i już. Użytkownicy mają zaś dać Dajowi rozwiązanie natychmiast. Jeśli temat został założony powiedzmy o 15:00 i nikt nie udzieli odpowiedzi, to autor już o 15:30 zacznie ponaglać. Cisza w temacie do 17:00 zaowocuje bluzgami i pierwszym wkroczeniem moderatora. Kiedy w końcu ktoś odpowie, Daj nie ma zamiaru choć wprowadzić go na trop postawienia diagnozy. Zachęcony do wykorzystania jednego sposobu, będzie żądał następnego, albo jęczał, że tak to on nie umie. Na koniec dyskutanci i tak się dowiedzą, że są "chujowymi specjalistami", to forum też takie jest i Daj już albo jeszcze szybciej idzie do serwisu. Bo tu "nikt nie kce pomuc".

Wypowiedź Daja:
20:00 - "Hey! Nie działa mi aparat firmy X. Normalnie robiłem zdj. a potem wcisnelem takie coś kolo takiego tego z przodu tam z prawej strony i na tym na górze wybiło mi komunikat, że coś tam coś tam [sry nie znam ang]. I nie działa. Pomuszcie!
20:25 - "ej no!!!!!!!1111 napisze ktoś coś?"
20:40 - "Dobra kurwa nie to nie.... Co za chujowe forum.... jp -.- Nara zjeby!!!!"

3) Kinderliberał. Nie lubię tematów politycznych, ale kinderliberał słynie z tego, że potrafi KAŻDY temat sprowadzić do polityki, omówić mocno stronniczo obecną sytuację, wskazać winnych, a następnie oświecić userów poglądami swojego idola, przyszłego zbawcy wszystkich Polaków - niejakiego pana J.K.M. Nie ważne, czy dyskusja dotyczy jakości statywów, zasady działania trymera steru wysokości czy eksploracji opuszczonych budynków. Młody korwinista zawsze znajdzie uchwyt, którego czepi się jak pijany płotu i pociągnie dyskusję w zupełnie inną stronę. Dowiesz się wtedy drogi czytelniku, że: jeśli jesteś bezrobotny, niepełnosprawny, popierasz ograniczenie prędkości na swoim osiedlu albo starasz się o dotację z UE, to jesteś w zależności od sytuacji (nie ważne jak do niej doszło, skoro w niej jesteś to tak jest): pasożytem, niezaradnym życiowo kaleką społecznym, zmanipulowanym przez obecny system lemingiem, albo agentem ZSRE (tak kinderliberał nazywa UE - Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich). To przez Ciebie państwo podnosi podatki, to przez takich jak Ty jest źle. Kinderliberał jest specem od ekonomii. Pisze elaborat o uzdrowieniu gospodarki, o kapitalizmie w doskonałej formie. Wie, że kiedy już zda maturę, to pójdzie na studia o odpowiednim kierunku. Jeszcze w ich trakcie dzięki swojej wiedzy założy wielką firmę i będzie zarabiał miliony. Na razie jednak musi tę maturę zdać, jest na garnuszku rodziców, a prawdziwej pracy oraz jej realiów nawet nie powąchał. Ale najgłośniej krzyczy jak to lumpy, złodzieje i lenie rozkradają JEGO podatki.

Wypowiedź kinderliberała:
"Człowieku, a gówno mnie obchodzi, że jakiś tłuk po zawodówce od nastoletności pracuje. On całe życie będzie tyrał, bo jego przeznaczeniem jest bycie robolem. Taka mentalność, mentalność sługusa, ogarniasz?. Ja mam inną. Ja mam plan na swoje życie, który uparcie realizuję.Przewidziałem każdy element. Od września idę do najlepszego w mieście liceum..."

4) Kinderpunk - bunt, bunt i jeszcze raz bunt! Kindepunk podobnie jak kinderliberał figę jeszcze wie o większości aspektów życia, ale najgłośniej krzyczy o tym, że wszystko trzeba jebać. Rząd, policję, prawo, kościół i najważniejsze - SYSTEM. Jednocześnie nie umie zdefiniować czym właściwie jest ten system, ale wszystko co robi, je, nosi na grzbiecie jest "antykomercyjne", "antysystemowe" i oczywiście "alternatywne". Każdy, kto ma inny osąd niż on, tkwi w okowach systemu. Kinderpunk jest ateistą (w tajemnicy przed rodzicami "nie ma zamiaru brać udziału w cyrku zwanym bierzmowaniem") i wierzy w wielką rewolucję. W czasie tej rewolucji będzie wybijał "hitlerowców", "spasione korporacyjne świnie", "katabasów z kurii". To nic, że w awatarze ma pacyfę, jest wegetarianinem, a na (oczywiście antykomercyjnym, a jakże!) Facebooku wstawia kolejny apel o niejedzenie mięsa. Oczywiście nasz buntownik robi to wszystko po cichu. Bo gdyby się rodzice dowiedzieli (słudzy korporacji o mózgach wypranych przez system) to zarobiłby taki wpierdol, że przez tydzień nie usiadłby na tyłku. Kinderpunk chce likwidacji wszystkiego, co systemowe i "wali komerchą". To nic, że jego ulubiona kapela kosi zdrową kasę na płytach, koncertach i gadżetach. Skoro śpiewają o rozwalaniu systemu, to muszą w to wierzyć i nie przyjmą ani grosza od korporacyjnego, otłuszczonego knura.

Wypowiedź kinderpunka:
"Pamiętaj, że kapele takie jak Metallica, Korn albo nawet sam Ozzy to coś, czego system nienawidzi. Oni jebią komerchę, grają dla swoich fanów, szacun dla nich!"

5) Spiskowiec. Jeśli wierzysz w jakąkolwiek wersję oficjalną jakiegokolwiek zdarzenia, to wiedz, że grubo się mylisz. Spiskowiec zna PRAWDĘ, i wie, że wszystko jest ustawione. To nic, że czasem plecie bzdury przeczące prawom wszelkich nauk, w tym logiki. Jeżeli się z nim nie zgadzasz, to jesteś ICH agentem. Tak. ONI rządzą wszystkim i odpowiadają za całe zło tego świata. Trują, strącają samoloty, podkładają bomby, powodują brak wody w toalecie... Problem w tym, że spiskowiec nie wie, kim właściwie są ci "oni". W jednej wypowiedzi potrafi posądzić zarówno CIA, szefów korporacji jak i twór zwany Reptilianami (rasa ludzi-jaszczurek. Tak, niektórzy wierzą, że między nami są jaszczury przybierające ludzki kształt). Celów spisku również nie umie jasno określić. Wie tylko, że to jest czynienie zła na ogromną skalę. Spiskowiec gotów jest wydać ogromną kasę na wynalazki, które ochronią go przed wpływem tych potworności. I nie chodzi o to, że niedopuszczalna jest jakaś osobista wizja w określonym temacie. Nikomu jej nie można zabronić. Chodzi tu raczej o sposób prowadzenia rozmowy: "Ja wiem! Pieprzycie bzdury, bo ja już ICH rozgryzłem, a jeśli się ze mną nie zgadzacie to znaczy, że jesteście z NIMI". Ze spiskowcem dyskutować nie warto. Poproszony o przedstawienie konkretnych argumentów (nie domysłów) będzie powtarzał się, mącił, aż w końcu na jakiś czas opuści grono dyskutantów. Powróci, aby w ostrzejszej formie nękać użytkowników. Bardzo często posuwa się do gróźb, również karalnych. Jeżeli moderacja forum w jakiś sposób zareaguje, no cóż... każda reakcja inna niż ta, której oczekuje, to działalność wrogich agentur.

Wypowiedź spiskowca:
"Ale z czym ty mi tu wyjeżdżasz? Fizyka? A co to jest fizyka? To jest zbiór jakichś durnych regułek od lat ustalanych przez odpowiednie osoby, których nie wskażę, bo chcę żyć. Fizyka, której uczy się dzieci w szkołach jest ZMANIPULOWANA!" [Spiskowiec nie przyjął do wiadomości istnienia pojęcia "siła nośna"]

 Tak to mniej więcej wygląda. Praktycznie każdy rok powoduje wysyp mód na nowe sposoby utrudniania życia normalnym internautom.